Homilia Prymicyjna 26.05.2019

01 Cze

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. Prymicyjnej Michała Kwietnia

w kościele parafialnym w Białym Kościele, dnia 26. maja 2019 r.

W kronice parafii w Białym Kościele pod datą 28 czerwca 1989 r. ówczesny proboszcz ks. Marian Matusiak zapisał następujące słowa:

„Dzisiaj parafia przeżywała swoją uroczystość: prymicje ks. Michała Kowalskiego, tutejszego rodaka. Cała parafia przygotowywała ten dzień, gdyż od wielu lat nie było z parafii powołania do stanu duchownego”. Wiele lat oznaczało wtedy prawie 20 lat oczekiwania po tym, jak ks. prałat Edward Dudziński przyjął święcenia kapłańskie.

I oto dzisiaj, po aż 30 latach znów bierzemy udział w prymicjach kapłana, który w tej parafii spędził całe swoje dotychczasowe życie, tutaj się wychował. Opatrzność Boża kazała nam długo czekać na to, by młode serce mężczyzny odpowiedziało Bogu „tak” na Jego zaproszenie do uczestniczenia w kapłaństwie Chrystusa… Tym bardziej cieszymy się z daru, jaki otrzymał ks. mgr Michał Kwiecień. Dziś został on włączony do grona nielicznych ale szacownych rodaków naszej parafii, którzy są wśród nas obecni. Podobnie jak przed laty, cała parafia od wielu dni przygotowywała uroczyste prymicje i nasi goście mogą ocenić, jak pięknie się nam to udało.

Drogi Księże Michale,

Cieszymy się Tobą, Twoim kapłaństwem i radością Twoich najbliższych. Razem z Tobą otwieramy dziś Słowo Boże, chcąc usłyszeć, co Pan Bóg chce Tobie i nam powiedzieć na progu Twojej nowej drogi życia. Jest to słowo z Dobrej Nowiny, które przed chwilą usłyszeliśmy. Dzisiejsza Ewangelia zawiera ostatnie pouczenia Jezusa w Wieczerniku, przed odejściem do Ojca. Stanowią one swoisty testament, a szczególnie ważne są w niej trzy słowa: miłość, Paraklet i pokój.

Najpierw Chrystus mówi o miłości: „Jeśli Mnie kto miłuje (…), Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i mieszkanie u niego uczynimy”. Jezus mówi o miłości, jaka jest między Nim a Ojcem. Oznajmia uczniom, że kto kocha Syna, uczestniczy w miłości Trójcy Przenajświętszej – do wielkiej i niezgłębionej tajemnicy Boga. Jezus mówi te słowa do uczniów, których zaprosił do Wieczernika na Ostatnią Wieczerzę, do pierwszych kapłanów, biskupów. Czasem nam się wydaje, że słowa o miłości dotyczą jedynie małżonków i głosi się je przede wszystkim na ślubach. Tymczasem nie sposób zrozumieć powołania kapłańskiego bez klucza miłości. Powołanie kapłańskie wynika z wielkiej miłości Boga do człowieka, który wybiera ludzi, by stawali się na wzór Jego Syna kapłanami i składali Bogu dziękczynienie. Nie da się zrozumieć decyzji młodego człowieka, który zostawia wszystko, by pójść za Chrystusem bez odniesienia do miłości. Ks. Michał podjął taką decyzję, jaką podejmują jego rówieśnicy i przyjaciele zawierający małżeństwa: na miłość odpowiedział miłością. Różnica jest taka, że swoją miłość oddał Jezusowi Chrystusowi i jego Kościołowi. Nasz Prymicjant nie tyle się poświęcił, co wybrał przede wszystkim wielką Miłość.

„Jeśli Mnie kto miłuje (…), Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i mieszkanie u niego uczynimy”. Jezus zapowiada, że każdy kto Go kocha stanie się mieszkaniem, domem samego Boga jedynego w Trójcy Przenajświętszej. Ks. Michał wczoraj doświadczył szczególnie tej łaski, bo w czasie Święceń stał się Alter Christus – drugim Chrystusem. On zamieszkał w sercu Michała i na jego sercu odcisnął niezatarte znamię kapłaństwa. Serce Michała stało się domem dla Boga.

Każda dojrzała miłość chce budować dom. Takie są plany narzeczonych, gdy myślą o przyszłości. Także ksiądz jest powołany do budowania domu. Jest to wyjątkowy dom, bo jest nim Kościół. Piękna i wspaniała Oblubienica Chrystusa, o której obrazowo mówi dzisiejsze drugie czytanie. Wizja Kościoła uwielbionego jest pełna symboli: Miasto Święte, mające mur wielki i wysoki, dwanaście bram, a na bramach dwunastu aniołów, a na dwunastu warstwach fundamentu wypisane imiona dwunastu Apostołów Baranka. To Miasto zstępuje od Boga, ma chwałę Boga i jasność, która od Niego pochodzi, bo jego lampą jest Baranek. Kościół, który jest miastem i miejscem zamieszkania.

Dużo sił, Księże Prymicjancie, poświęcisz trosce o Kościół. O ten zbudowany ludzkimi rękami w pierwszej i kolejnych parafiach Twojej posługi (może kiedyś zbudujesz kościół?), a jeszcze więcej sił poświęcisz Kościołowi, który tworzą ludzie. Będziesz się starał, by wspólnota wierzących zawsze była pełna Boga i by była przyjaznym mieszkaniem dla ludzi. Będziesz uczestniczył w życiu wielu rodzin, odwiedzając ich w domach i mieszkaniach. Będziesz budował atmosferę domową na plebani. Masz dobre wzorce – życie w naszej parafii w towarzystwie i mądrości ks. Proboszcza, który tak wiele razy dzielił się z Tobą swoim trzydziestopięcioletnim doświadczeniem życia kapłańskiego. Tyle razy doświadczałeś gościnności i życzliwości sióstr misjonarek i wielu innych serdecznych Ci osób. Wielokrotnie widziałeś, jak bliskie, pełne humoru i twórcze mogą być relacje w pracy duszpasterskiej.

Ale masz przede wszystkim wzór, który wyniosłeś z domu rodzinnego. Twoi rodzice, siostra, babcie i dziadkowie – oni kształtowali Twoje doświadczenie i rozumienie czym jest prawdziwy dom. Miłość twoich rodziców, ich troska, modlitwa i zaangażowanie w pomoc, by życie Twoje i Magdaleny było szczęśliwe są nie do przecenienia! Dzisiaj wraz z Tobą dziękujemy im z całego serca – słowa te nabierają szczególnego znaczenia w Dzień Matki – od wczoraj matki kapłana… W Twojej pamięci pozostają ostatnie słowa dziadka Jana, które wypowiedział do Ciebie tuż przed swoją niespodziewaną śmiercią – „Michał, śniło mi się, że będziesz księdzem”. Pan Bóg tak pokierował Twoim życiem, że sen dziadka się spełnił. Spełniło się marzenie Twoje i najbliższych, którzy zawsze troszczyli się o Twoją pomyślność. Dumni są dzisiaj także Twoi nauczyciele, koledzy, koleżanki i wszyscy ci, którzy kształtowali Twoje serce.

Kochani,

te słowa o kapłaństwie są piękne i dobrze się ich słucha. Ale wszyscy wiemy, że życie niejednokrotnie próbuje zniszczyć ich piękno. Chrystus, przemawiając do uczniów w Wieczerniku wiedział, że Jego miłość będzie odrzucona, a apostołowie będą prześladowani. Co więcej, wiedział, że sami nie sprostają próbie, jaką będzie śmierć Mistrza na krzyżu.

To wszystko dzieje się wciąż na naszych oczach. Kościół piękny i święty przez moc Boga odkrywa w sobie rany i pęknięcia, które są spowodowane przez grzechy ludzi. Doskonale wiemy, że nie tylko tych „zwyczajnych” wiernych… Także ci, którzy zostali powołani do budowania i strzeżenia domu Boga nie zawsze potrafili sprostać temu zadaniu. Tym bardziej boli, gdy słyszymy, że słudzy, którzy zamiast czekać w gotowości na przyjście Pana, powiedzieli sobie w sercu „Nasz pan się ociąga z powrotem” i zaczęli nadużywać swej władzy, wpływu i autorytetu do niszczenia. Jakby zapomnieli, że „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą” (Łk 12, 48). Te grzechy muszą wywołać reakcję, bo ona jest słusznym oburzeniem, szukaniem sprawiedliwości i prawdy. Niestety czasem wywołują także agresję, która nie jest uzasadniona, zwłaszcza, gdy jest skierowana na wielu, za śmiertelne grzechy niewielu…

Księże Michale, kilka tygodni temu byłeś uczestnikiem takiej sytuacji. Wracając z procesji ku czci św. Stanisława Ty i Twoi koledzy diakoni usłyszeliście obraźliwe słowa od człowieka, który do Was podszedł na ulicy. Reakcja Wasza była doskonała. Jeden z diakonów odpowiedział: „A ja pana błogosławię – w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!”. Człowiek odwrócił się na pięcie i odszedł.

   Kto daje taką moc, by na złość odpowiedzieć błogosławieństwem? Duch Święty. O Nim mówi dzisiaj Chrystus i Jego przyjście zapowiada, bo wie, że Apostołowie będą Go bardzo potrzebować. Zapowiada, że Paraklet, Duch Święty, wszystkiego ich nauczy i przypomni. Paraklet to ktoś, kto według starożytnej tradycji greckiej mógł przyjść i stanąć na rozprawie obok skazanego. Nie musiał nic mówić, a sama jego obecność zamykała usta oskarżycielowi. Sąd nie mógł skazać tego, za którym wstawiał się paraklet – niezwykły autorytet. Jednak myliłby się ktoś, gdyby sądził, że Duch Święty przychodzi po to, by przymknąć oko na ludzkie grzechy. On przekonuje świat o grzechu i o sądzie, jest Duchem Prawdy. Prześwietla każde ludzkie serce! Ale gdy pokaże prawdę o nim, staje po stronie człowieka. Broni go przed oskarżeniem szatana, który chce potępienia wszystkich, który dąży do tego, by serca kapłanów pogubiły się i ze strachu przestały bić rytmem miłości. Paraklet przychodzi ze swoją mocą ratując każdego, kto przez Chrzest i sakramenty należy do Chrystusa. Broni także księdza przed grzechem, a jeśli trzeba przynosi mu przebaczenie. Dlatego jest Pocieszycielem i źródłem siły w kapłaństwie. Nie znosi tylko jednego – kłamstwa. Więc ksiądz ma żyć w prawdzie i nie zgadzać się na jakiekolwiek odstępstwa od niej. Od nas przecież zależy, czy zechcemy, by Paraklet stał obok nas, czy zechcemy, by zgładził i zasłonił nasze grzechy. My przecież sami uwielbiamy się wybielać i usprawiedliwiać, zbierać zasługi i robić dobre wrażenie… Jesteśmy w tym żałośni, bo to nie jest droga do prawdziwej doskonałości. Tylko siebie pogrążamy, a tymczasem tylko Paraklet może nas uratować.

Księże Michale, nasz drogi Prymicjancie,

Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii jeszcze inne ważne słowa: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak, jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka”. Pokój jest darem, który Pan składa w Twoje serce i w Twoje ręce. Twój Mistrz chce, byś się cieszył Jego pokojem, byś był człowiekiem pokoju. Kochasz i znasz historię Polski, więc wiesz, jak wielkim darem jest pokój w nardzie. On się zaczyna i umacnia w ludzkich sercach. A ponieważ wciąż wybuchają konflikty i waśnie, zapotrzebowanie na pokój jest ogromne. Podczas sprawowania Eucharystii będziesz często powtarzał te słowa: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam”. Będziesz prosił, by Pan nie zważał na grzechy nasze, ale na wiarę swojego Kościoła i obdarzał go pełnią pokoju. Jak wiele ludzkich serc czeka na Twoją modlitwę przy ołtarzu Chrystusa, Twojego osobistego włączenia się w Ofiarę, którą On składa za nas. Jak wiele ludzkich serc czeka na rozgrzeszenie, którego im udzielisz i w Imię Chrystusa przywrócisz im upragniony pokój. Ileż dobra będzie się działo przez Twoje ręce i słowa, gdy będziesz głosił pokój na katechezie i w pokoju nauczycielskim. Gdy będziesz dzisiaj nakładał na nas ręce i błagał Boga słowami psalmisty: „Niech Bóg się zmiłuje nad wami i wam błogosławi, nich wam ukaże pogodne oblicze”. Czekamy z upragnieniem na Twoje prymicyjne błogosławieństwo i płynącą z niego moc!

Życzymy Ci serdecznie, byś był kapłanem szczęśliwym i uszczęśliwiającym innych. Byś będąc ubogim, umiał ubogacać innych. Będąc wolnym, przynosił innym wyzwolenie. Modlimy się dzisiaj gorąco, drogi nasz Księże Prymicjancie, o te i inne dary dla Ciebie. Prosimy Boga wraz z psalmistą: Niech Ci Bóg błogosławi i nich cześć Mu oddają wszystkie ludy, do których Cię pośle. Na Twoim obrazku prymicyjnym widnieją słowa Chrystusa: „Nie bój się, wierz tylko” (Mk 5,36). Tak, Księże Michale, wierz mocno, a On się Tobą zajmie!

 Nasze życzenia zawieramy w słowach wiersza ks. Jana Twardowskiego, który dobrze rozumiał, czym jest kapłańska miłość, jak wielka jest moc Ducha Parakleta i jak wielkim darem jest pokój. Wszystkie one rodzą się i wyrażają w ofierze Mszy św., której sprawowanie Bóg złożył w Twoje ręce. Podnosząc „Hostię gorętszą od spojrzenia” odnajduj sens i wartość Twojego kapłaństwa. A Maryja, Matka Boga, która z taką troską i miłością spogląda z naszego parafialnego ołtarza niech Cię prowadzi po kapłańskich drogach miłości, pokoju, zmagania się i trudu, aż do radości wiecznej.

 

Ks. Jan Twardowski, „Gorętsza od spojrzenia”

 

Żeby nie być taką czcigodną osobą

której podają parasol

którą do Rzymu wysyłają

w telewizji jak srebrnym nieboszczykiem kręcą

wieszają przy gwiazdach filmowych

Ale być chlebem

który krają

żywicą, którą z sosny na kadzidło skrobią

czymś z czego robią radio

żeby choremu przy termometrze śpiewało

zegarem, który w samolocie jak obrazek ze świętym Krzysztofem leci

żółtym dla dzieci balonem –

a zawsze taką hostią małą

gorętszą od spojrzenia

co się zmienia w ofierze.

 

Amen.

 

  1. Grzegorz Godawa