Homilia wygłoszona podczas pogrzebu św. Maćka Kulona, Biały Kościół 01.02.2019

03 Lut

        W dalekiej Panamie rozpoczęło się czuwanie nocne młodzieży z papieżem Franciszkiem. Jak w Krakowie podczas poprzednich Światowych Dni Młodzieży. Do radosnych i pełnych zapału młodych całego świata papież mówił o tym, że trzeba Bogu mówić „tak” na wzór Maryi: Powiedzenie Panu „tak” to odwaga, by przyjąć życie takim, jakim jest, wraz z całą jego kruchością i małością, a często nawet ze wszystkimi jego sprzecznościami i brakiem sensu. Młodzież przyjęła te słowa z wiarą i entuzjazmem, jak to tylko młodzież potrafi.

            W tym samym czasie w jednym z domów naszej parafii odbywało się czuwanie przy łóżku chorego chłopca. Nie poleciał do Panamy, choć pewnie gdyby był zdrowy i można by tam pojechać pociągiem, pewnie by się wybrał, bo był pasjonatem pociągów. Jego pasja i kolekcja pociągów nie ma w okolicy równej sobie. Ale nie pojechał, bo był chory i wymagał czuwania. Nie byłoby w tym czuwaniu nic dziwnego – przecież rodzice spędzili wiele nocy przy łóżku Maćka – w domu i w szpitalu. Nie da się tych nieprzespanych nocy zliczyć. Jednak tym razem czuwanie było wyjątkowe i wszyscy o tym wiedzieli. To było ostatnie czuwanie przy Maćku. Noc czuwania i modlitwy. Czas największej troski okazywanej przez mamę, tatę i bliskich.

Przedziwne, że istniała jakaś więź między tymi czuwaniami. Bo oto Maciek jako pierwszy odpowiedział na słowa Papieża. Powiedzenie Panu „tak” to odwaga, by przyjąć życie takim, jakim jest, wraz z całą jego kruchością i małością, a często nawet ze wszystkimi jego sprzecznościami i brakiem sensu. Życie i odchodzenie Maćka było powiedzeniem Bogu właśnie takiego „tak”. „Tak” na życie z całą jego kruchością, sprzecznościami i brakiem sensu. Tak na chorowanie, cierpienie i szpitale. Od dziecka zmagał się z chorobą, a potem z jej konsekwencjami. W tym wszystkim zachował serce pełne wdzięczności. Do tego trzeba odwagi i Maciej taką odwagę miał. Kto usłyszał jego narzekanie? Chyba tylko wtedy, gdy nie mógł przełykać i jego pasja kulinarna – druga wielka pasja – stała się dla niego nieosiągalną tęsknotą. Zamiast narzekać Maciek często mówił „o, tak!”. To niewinne powiedzonko nabrało teraz szczególnego znaczenia.

Minęła noc czuwania, rozpoczęła się niedziela. W Panamie przygotowywano się do uroczystej mszy św. na zakończenie ŚDMu, a w domu Maćka na jego odejście. I chociaż rodzice o tym nie myśleli, ich syn zbliżał się do ołtarza Jezusa. Bo przecież w godzinie tej mszy św., gdy Papież uobecniał na ołtarzu ofiarę krzyżową Chrystusa, Maciej odszedł. Jego życie zakończyło się, wypełniło. Jezus oddał życie za Maćka, a Maciek oddał życie Jezusowi. Papież mówił do młodych o Chrystusie, który wszedł do synagogi i powiedział: „Dzisiaj się spełniło”. Rzeczywiście, wypełniło się wszystko. W życiu Maćka także.

Kochani, dzisiaj Chrystus mówi do nas pogrążonych w smutku. Mówi przez swoją Ewangelię. Chce, by i w nas wszystko się wypełniło, by się wypełniły słowa, które słyszymy. Jaki to słowa?

Najpierw to słowa wdzięczności Bogu za to, że wielkie tajemnice objawia prostaczkom. Prostaczek w Piśmie Świętym to ktoś, kto ma proste, pokorne, czytelne, nieskomplikowane serce. Właśnie takim ludziom objawił się w pierwszej kolejności Pan Jezus. A oni Go przyjęli w prostocie serc. Dziękujemy dziś Panu Bogu za Maćka. Za jego życie, wiarę, miłość, życzliwość, prostotę, bezpośredniość, za jego niepowtarzalny uśmiech. Dziękujemy za wszelkie dobro, jakie w nas wzbudził. Szczególnie za miłość jego Rodziców – pani Agnieszki i pana Roberta, a także babć, dziadka i wszystkich przyjaciół i krewnych. Pan Bóg przez Maćka nauczył nas bardziej kochać. Pokazał, że cierpienie bliskiej osoby, choć jest tak trudne do zaakceptowania, może wyzwolić miłość. Tak się stało w rodzinie i otoczeniu Macieja. Gdyby ktoś mówił, że trudno dzisiaj znaleźć kochających i w pełni oddanych rodziców, to niech spojrzy na rodziców Maćka. Dziękujemy Wam dzisiaj za miłość okazaną synowi. Dziękujemy także wszystkim tym, którzy okazali mu dobre serce w czasie jego życia i okresie nawrotu choroby. Niech Pan wszystkim wynagrodzi.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam także o poznaniu Boga. Jezus mówi, że „Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27). Prosimy dzisiaj Pana Jezusa, by Maćka przyjął do chwały nieba. By mógł poznać Tego, którego uczył się kochać i czcić za życia. By Chrystus objawił mu swego kochanego Ojca i pozwolił mu zająć przygotowane dla niego mieszkanie.  By osiągnął szczęście u Boga. Prosimy więc Boga o miłosierdzie, o darowanie Maćkowi grzechów, win, zaniedbań i słabości. By wykąpany w Miłosierdziu, mógł zasiąść do stołu niebieskiej uczty, gdzie święci już nie pragną, nie razi ich słońce i nie łakną bez nasycenia.

Kochani, dzisiejsze Słowo Boże nie zostawia nas bez pociechy.

Jezus mówi:  „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28-31). To słowa pociechy i umocnienia, których bardzo pragniemy. Modlimy się o wytrwanie w cierpieniu dla najbliższych Maćka i dla wszystkich, którym jest trudno dzisiaj i będzie w najbliższym czasie. Niech to brzemię, dzisiaj tak ciężkie, okaże się kiedyś lżejsze i bardziej słodkie. Niech Matka Najświętsza wyprosi nam ten wielki dar, a Serce Boże niech go udzieli w obfitości.

Kochani młodzi, tak licznie dziś obecni w kościele. Dzisiejsza homilia rozpoczęła się od słów papieża Franciszka z Panamy. Od słów o odwadze życia pomimo jego małości, kruchości i sprzeczności. Maciej odpowiedział Jezusowi „tak”! i przeżył dobrze swoje krótkie życie. Bardzo Was proszę, przyjmijcie jego przyjacielską wskazówkę, którą wam daje. Odpowiadajcie Bogu codziennie „tak”, z odwagą przezywajcie waszą młodość. Niech będzie w niej obecny Bóg, wrażliwość na cierpienie innych oraz wielka nadzieja, która się rodzi z zaufania Chrystusowi. Amen.